facebook
home
napisz
szukaj
Żyję, aby tańczyć - Wywiad z Anią
   

ImageTaniec to świętość. Tańczono, by przebłagać bogów, by wybłagać łaskę. Aborygeni w rytualnym tańcu wznosili stopami tumany pyłu, by zanurzyć się w nim i w ten sposób stopić ze świętą matką ziemią. Derwisze, tańcząc, medytowali i kontemplowali wielkość Boga. Taniec to rytuał. Obowiązkowy punkt dworskich balów czy swojskich wesel. Kiedyś obowiązkowy w kanonie dobrego wychowania, dawał przepustkę do towarzyskiego życia. Taniec to drżenie serca. Pełne nadziei oczekiwanie na księcia z bajki, który musi pojawić się na pierwszym wielkim balu. I ta prośba wypowiadana zniżonym tonem:
- Czy mogę Panią prosić?...

I wreszcie taniec zmysłów, kipiący namiętnością, żywiołowy, gwałtowny jak seks. Sprawia, że ciała na co dzień skrępowane garniturami i kostiumami, trzymane w ryzach obyczajowych norm budzą się z letargu. Ośmiela do dotyku, przyzwala na namiętny uścisk. Sprawia, że dwoje partnerów może bez szwanku dla reputacji przeżyć na parkiecie chwilę romansu. Dla tych, którym taniec wypełnia całe życie, jest trudną miłością. Odziera pięty, miażdży palce, wyciska litry potu. Zabiera czas dla rodziny. Ile daje w zamian?

Taniec to mąż, kochanek, radość życia

Anna Głogowska - tancerka, zdobyła m.in. wicemistrzostwo Polski par zawodowych. W pierwszej edycji programu TVN "Taniec z gwiazdami" tańczyła z Witoldem Pasztem, w drugiej z Piotrem Gąsowskim. Z tancerzem Marcinem Wrzesińskim prowadzi szkołę tańca.

Moje życie to przede wszystkim taniec. Dopiero od niedawna powoli otwieram oczy i dostrzegam, że istnieje coś poza nim. Od dziecka taniec dawał mi radość. Tańczyć mogłam wszędzie i o każdej porze - już gdy miałam sześć lat, na koloniach wychowawczynie nie mogły mnie wyciągnąć z dyskoteki dla młodzieży. Gdy miałam 12 lat, trafiłam do formacji tanecznej Kamionek, prowadziła go, i nadal prowadzi, Beata Bartoń. Niezwykła osoba, której wiele zawdzięczam, obudziła we mnie ducha walki. Nie zapomnę naszego występu na festiwalu w Koninie - operator kamery ciągle mnie filmował, a ja czułam, że tańcząc przed publicznością, jestem w swoim żywiole. Widziałam, jak ludzie reagują na mój występ. Ogarnęła mnie euforia. Wiedziałam już, że to jest moja droga.

W tamtych czasach moja sytuacja materialna nie była najlepsza, a prywatne lekcje tańca nie są tanie. Moja instruktorka zaproponowała mi pracę, pomagałam jej przy prowadzeniu zajęć. W ten sposób nie czułam się upokorzona brakiem pieniędzy i jednocześnie uczyłam się zawodu nauczyciela tańca. Zarabiałam też, pracując w piekarni i przy sortowaniu róż. Taniec towarzyski to drogi sport, dużo wydaje się też na stroje. Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłam woreczek kryształków, które mama pracowicie nakleiła na moje sukienki. Pamiętałam, co powiedział mi jakiś nieznajomy po moim pierwszym turnieju: "Fajnie tańczysz, ale jak ty wyglądasz, dziewczyno, ubierz się!". Miałam wtedy 16 lat, tańczyłam w czarnym kombinezonie, na który mama naszyła ozdoby. W tej dyscyplinie od stroju wiele zależy. Mogłam nie pójść do kina, ale musiałam mieć odpowiednią sukienkę. I świetnego partnera - Marcina Wrzesińskiego.

Spędzaliśmy ze sobą tyle czasu, że zakochaliśmy się w sobie. Taniec towarzyski zbliża ludzi. To, co się dzieje w tańcu między parą, te niezwykłe emocje, wyzwalają taką chemię, że trudno się jej nie poddać. Błysk w oczach, namiętność - to wszystko sprawia, że taniec nie jest jałowy, tylko pełen żaru i uczuć. I choć nie jesteśmy już razem, to wspólnie prowadzimy szkołę tańca. Uwielbiam uczyć. Uczę dzieci od lat czterech i staruszków do lat stu czterech. Daję im radość. Do programu "Taniec z gwiazdami" trafiłam z castingu. Trochę bałam się pracy z gwiazdą. Nie wiedziałam, kto to będzie, czy nie będzie zadzierał nosa, czy będzie muzykalny. Na szczęście okazało się, że nie było się czego bać. Pierwszym moim partnerem został Witek Paszt. Wspólnie dokonaliśmy cudu. Doszliśmy do finału. A na początku naszej współpracy Witek uważał, że nie ma szans i że po pierwszym programie odpadnie. Byłam zaskoczona tym, jak się w czasie naszej pracy zmieniał. Schudł, wyprostował się, zaczął inaczej się poruszać. Nie było mu łatwo podporządkować się kobiecie. Jest urodzonym liderem, wściekał się, gdy mu coś nie wychodziło, ale się nie poddawał. Odkrył taniec dla siebie. Po programie postanowił, że z żoną zapisze się na kurs.

Teraz tańczę z Piotrkiem Gąsowskim, prawdziwym showmanem - zawsze ma w zanadrzu anegdotę, dowcip. To cudowny partner. Dla mnie udział w programie realizowanym na żywo to niezła szkoła - musiałam poradzić sobie z tremą, która mnie opanowuje, gdy stoję u szczytu schodów i czekam na sygnał realizatora, że już mam wychodzić. Nogi się pode mną uginają i brakuje mi oddechu. Ale potem, gdy słyszę muzykę, ważny jest tylko taniec. On jest dla mnie wszystkim. Moją radością, moim mężem i kochankiem. To ktoś bardzo wymagający, wiem, że jeśli go zdradzę i nie pójdę na trening, to potrafi się tak obrazić, że trudno mi potem wskoczyć w rytm, ale dzięki niemu czuję, że żyję. Będę tańczyć, dopóki to będzie możliwe.

Poradnik Domowy Małgorzata Szamocka

 
Copyright © 2011 STUDIO TAŃCA
projekt i wykonanie  No-Name m.s.